- Musisz poćwiczyć nad niespodziewanymi atakami. - burknęłam, nie chcąc głosem źrebaka. Ten w odpowiedzi zaśmiał się i wrócił do reszty młodziaków. Były nie odłączne, cały czas za mną chodziły i narzekały, że nie mają się z kim bawić. Nie przepadałam za źrebiętami - były takie irytujące. Po jakimś czasie zaczęłam je ignorować, by pokazać, że nie mam jakichkolwiek chęci na zabawę.
piątek, 10 lipca 2015
Nevada - Zadanie#1
Codzienna rutyna? Nie, nie tutaj. W tym miejscu zawsze się coś działo; pogoda nigdy nie była taka sama, jednego dnia padał ulewny deszcz, a następnego z chmur wybijało się słońce. Moje zadania ograniczały się do porannego patrolu. Przechadzałam się przy pobliskim lasku, cały czas w pełni gotowości. Usłyszałam za sobą jakiś szmer i chichot - od razu wiedziałam, że w krzakach czają się źrebaki z naszego stada. Jeden z nich wyskoczył mi przed kopyta, usiłując mnie przestraszyć. Zachowałam kamienną twarz.
- Musisz poćwiczyć nad niespodziewanymi atakami. - burknęłam, nie chcąc głosem źrebaka. Ten w odpowiedzi zaśmiał się i wrócił do reszty młodziaków. Były nie odłączne, cały czas za mną chodziły i narzekały, że nie mają się z kim bawić. Nie przepadałam za źrebiętami - były takie irytujące. Po jakimś czasie zaczęłam je ignorować, by pokazać, że nie mam jakichkolwiek chęci na zabawę.
- Musisz poćwiczyć nad niespodziewanymi atakami. - burknęłam, nie chcąc głosem źrebaka. Ten w odpowiedzi zaśmiał się i wrócił do reszty młodziaków. Były nie odłączne, cały czas za mną chodziły i narzekały, że nie mają się z kim bawić. Nie przepadałam za źrebiętami - były takie irytujące. Po jakimś czasie zaczęłam je ignorować, by pokazać, że nie mam jakichkolwiek chęci na zabawę.