Urodziłem się... Sam nie wiem gdzie. Gdy byłem jeszcze źrebakiem moi rodzice porzucili mnie. Znienawidziłem ich za to. Nie chce ich znać. Gdy już trochę podrosłem postanowiłem wybrać się w podróż. Zabrałem ze sobą... Co ja gadam? Przecież nic nie mam przy sobie... Zostawili mnie z niczym! Wyruszyłem... Błąkałem tu i tam w poszukiwaniu... Domu. Prawdziwego domu. Gdy byłem przy pewnym wzgórzu zauważyłem ją... Najśliczniejszą klacz pod słońcem. Poprostu zobaczyłem anioła! Podeszłem do niej ale przyznam ze długo się wahałem. Gdy byłem już bardzo blisko niej powiedziałem:
- Witam panią. Czy mogę się dowiedzieć jak ma pani na imię?
- Adeline. - powiedziała z uśmiechem.
Adeine! Znakomite imię dla znakomitej damy. Opowiedziałem jej moją całą historię życia. Ona gdy wszystko już wiedziała zaprowadziła mnie do stada. Postanowiłem tutaj zostać.