piątek, 10 lipca 2015

Nevada - Zadanie#2

Wracałam właśnie z wieczornego patrolu - dzisiaj nie spotkało mnie nic godnego uwagi. Byłam w okolicy sama, większość koni już zapewne spała. Za kilka godzin miałam mieć nocną wartę; postanowiłam, więc, że się zdrzemnę, by potem nie być tak bardzo zmęczoną. Pójście w takim stanie na wartę byłoby nieodpowiedzialne z mojej strony, na co nie mogę sobie pozwolić. Ułożyłam się wygodnie na stosie siana i zamknęłam oczy. Zazwyczaj śpię na stojąco, ale dzisiaj tak bardzo bolały mnie nogi, że nie pozostało mi nic innego niż walnięcie się pod siebie. Poczułam ulgę, moje mięśnie nie były już tak napięte. Nie minęło dużo czasu i wyruszyłam do krany snów. Przeniosłam się do rodzinnej stadniny. W oddali stali moi rodzice, galopowałam w ich stronę, ale zamiast się przybliżać, oddalali się, jakby rozpływając się w powietrzu. Usłyszałam nagle głuche stukanie kopytem, które wyrwało mnie z koszmarnego snu. Był to wartownik - powiedział, że nadeszła moja zmiana. Wstałam, otrzepałam się i ruszyłam w kierunku miejsca, gdzie przebywała reszta stada.